Ostatnio mieliśmy falę upałów w kraju. Ludzie chodzili po ulicach półnago, kryli się w cieniu. Plaże i odkryte baseny przeżywały istne oblężenie. Napoje chłodzące sprzedawały się w hektolitrach. W związku z trendem, różne sklepy postanowiły zarobić i porobiły sobie promocje. Zwykle promocja polega na tym, że korzystając ze zwiększonego popytu, kupuje się większą ilość towaru (dzięki czemu w hurcie jest niższa cena) i można produkt zaoferować taniej. Ponieważ mamy większy popyt, rzecz się powinna sprzedać. A przynajmniej tak wyobrażałbym sobie działane uczciwej promocji. Nie przeglądałem dokładnie ofert różnych sklepów; w oczy rzuciła mi się tylko oferta hipermarketu Tesco przy Górczewskiej (zdjęcie). Dla osób, które nadal nie rozumieją (lub nie wierzą w to, co widzą), dwulitrowa butelka napoju Coca-Cola została wyceniona na jedyne 8,99zł (praktycznie 9zł). Jeśli jakiś szaleniec zechciałby kupić dwie, zapłaci "tylko" 13,48zł - po 6,74zł za sztukę. Jest to o tyle ciekawe, że w małym sklepiku na moim osiedlu identyczna, dwulitrowa butelka coli kosztuje 5,60zł (11,20zł za dwie - nadal taniej niż w Tesco!). I to nie jakiejś HoopColi czy innej podróby. Oryginalnego produktu, wyrobu koncernu Coca-Cola. Wychodzi, że Tesco postanowiło zarobić na ludzkiej głupocie lub zmęczeniu upałami - sam o mało co nie złapałem dwóch butelek, ciesząc się na dodatek, że oszczędzę...
Przy okazji, czy to się przypadkiem nie nadaje do zgłoszenia do rzecznika praw konsumenta/UOKiK'u?

